Szukaj
  • Paweł

Windykacja – Jak nie dać się oszukać?

Aktualizacja: 28 kwi 2019

Windykacja budzi wiele emocji. Na wielu forach internetowych możemy znaleźć suche przepisy lub też subiektywne świadectwa osób tak z jednej, jak i z drugiej strony barykady – a więc wierzycieli i dłużników. Temat jednak jest dość prosty i ten artykuł – mam nadzieję – pomoże rozwiać wiele wątpliwości. Z premedytacją nie powołuję się na przepisy, procedury itd. – wytłumaczę całą sprawę „na chłopski rozum” :)



Na początku powiedzmy sobie jednak prosto w oczy – długi należy spłacać – te zaciągnięte świadomie, jak i te, które swoim świadomym postępowaniem „stworzyliśmy” – głównie mam tu na myśli niezapłacone mandaty czy też kary za przejazd bez biletu. Czy się to komuś podoba czy nie – trzeba być uczciwym i mieć świadomość, że to my też możemy być kiedyś wierzycielami, nam ktoś nie zapłaci i co wtedy? Komu przychodzi na myśl Kali z książki Henryka Sienkiewicza, ten rozumie, jak działa mechanizm egoistycznego patrzenia na własny czubek nosa. Ale do rzeczy.


Długi rosnące latami


Długi dzielimy generalnie na takie, które da się wyegzekwować przez sąd, jak i na takie, które nie przechodzą z różnych względów przez tryby machiny państwowej. To bardzo ważne. Są takie zobowiązania, jak np. mandaty, które w przypadku ich nieuregulowania będą dochodzone sądownie z urzędu (jeśli wystawiającym jest np. miejski zakład komunikacji). Niestety – praktyka pokazywała, że nadawany był w przeszłości (teraz już nieaktualny) bankowy tytuł egzekucyjny, a następnie niczym w małej szkółce leśnej, dojrzewał on do takich rozmiarów, ażeby pod koniec swojego żywota przynieść owoc obfity. Należność była egzekwowana po wielu latach, gdzie procent skutecznie rósł i z mandatu na kwotę ok. 100-120 PLN robiło się 1500 PLN. Była to praktyka legalna ale nieuczciwa – długi były masowo „hodowane” m.in. przez dużych przewoźników kolejowych i autobusowych. Niestety – w postępowaniu sądowym wystarczyło tylko jedno zawiadomienie do dłużnika i temat pozornie znikał na wiele lat. Ileż to osób było zdziwionych, gdy po 7-8 latach otrzymywało wezwanie do zapłaty na wysokie kwoty, choć myśleli, że sprawa się przedawniła? W mojej opinii te działania były nieuczciwe, gdyż wierzyciel celowo zwlekał w celu uzyskania jak największej korzyści, czym nie dokładał należytej staranności w celu niezwłocznego zaspokojenia wierzytelności. BTE odszedł jednak w niepamięć, więc w przyszłości takie sytuacje powinny mieć miejsce dużo rzadziej.


Postępowanie sądowe


Do sądu pójdzie również ta firma – i to jest bardzo ważne – która jest w stanie udowodnić (słowo-klucz) swoje roszczenie lub (rzadziej) której się to opłaca. Niestety zdarza się to rzadko – nawet małe kwoty pokroju 20 PLN są zajmowane np. ze zwrotu podatku, większe zaś w przypadku 100% szans wygranej w sądzie i tak pokryje dłużnik, a jest to dość droga „zabawa”. Na poczet całej należności zalicza się kwota bazowa, odsetki, czasami kary umowne oraz ew. koszty zastępstwa procesowego i oczywiście koszta postępowania sądowego. Jeśli nie zapłacimy po dobroci, na podstawie tytułu wykonawczego wierzyciel może pójść do komornika – a wtedy robi się naprawdę drogo…


Przedsądowe ostateczne wezwanie do zapłaty


Co się jednak musi stać, aby do tego doszło? Musimy otrzymać przedsądowe ostateczne wezwanie do zapłaty ze wskazaniem kwoty, konta na które należy dokonać płatności z zakreśleniem terminu oraz informacji, iż w przypadku – kolokwialnie mówiąc – olania sprawy, wierzyciel może skierować taką sprawę do sądu. Przy tym fundamentalną podstawą jest to, że musi być to wysłane listem poleconym za zwrotnym potwierdzeniem odbioru. Inna forma jest nieważna – nie można wszcząć sprawy z sądzie powszechnym bez wezwania dłużnika na piśmie do zapłaty. Wiele firm próbuje wysyłać zwykłe listy w formie wezwania – nie mają one mocy wiążącej i należy je traktować jako informację albo… makulaturę J. Nasz adres jest jednak dla takiej firmy prawdziwym skarbem – tak jak nr telefonu. Bez skutecznego adresu d doręczeń nie można nam dostarczać korespondencji. Dlatego też wiele firm próbuje zdobyć „znak życia” od dłużników, jakiegoś maila, adres, cokolwiek. Radzę uważać, bo to pułapka – sami „pakujemy się” w kłopoty, udostępniając nasze dane takiemu podmiotowi! Podkreślam jednak jeszcze raz – jeśli ktoś faktycznie ma dług, którego świadomie nie płaci choć powinien, lub z premedytacją unika jego spłaty, ten powinien wiedzieć, że jest to działanie złe z punktu widzenia zarówno prawa, jak i moralności jako takiej, zaś firma, która się z nami kontaktuje, próbuje te pieniądze (słusznie) odzyskać. Co innego długi wyssane z palca…


Metody windykacji


Wracając do rzeczy, wiele firm może nie wysyłać wezwania z uwagi na koszta, jakie to ze sobą wiąże – opłata za list, opłata od pozwu, opłacenie adwokata, ew. zaliczki na poczet biegłych – to wszystko kosztuje, a nie gwarantuje, że z dłużnika da się ściągnąć dane kwoty. Takie firmy działają masowo, licząc, że należność uda się ściągnąć tylko od niektórych, także każdy grosz się liczy. Wiele firm próbuje więc się dogadać. I tu zaczynają się schody – windykacja to jeden z najgorszych zawodów do wykonywania i nie pracują tam same orły – często ludzie w desperacji podejmują się tej pracy, a nieliczni tylko się w niej realizują.


Zadaniem tych ludzi jest skuteczne skłonienie dłużnika do „dogadania się”. Niestety – często wykorzystywane są złe metody, jak zastraszanie, nękanie, socjotechnika czy też straszenie kosztami. Wiele osób ulega. Jeśli jest to zobowiązanie słuszne – cóż, długi trzeba spłacać. Jeśli jednak ktoś ewidentnie chce nas wrobić w spłatę czegoś, co spłaciliśmy, dawno się przedawniło lub też jest niezasadne, wtedy należy się bronić – i do takich osób skierowany jest ten artykuł. Jest różnica między osobą w profesjonalny sposób próbującą się z nami skontaktować czy dogadać a cwaniaczkiem który nas zastrasza przez telefon. Proszę mi wierzyć, że sporo dobrych firm rozkłada należność na raty, potrafi część zobowiązania umorzyć i generalnie wiedzą że grzecznie i spokojnie więcej „ugrają”, aniżeli robiąc to na siłę. Warto więc taką pierwszą rozmowę (szczególnie kiedy wiemy że mamy coś na sumieniu ;)) odbyć grzecznie BEZ podawania danych adresowych, żeby dowiedzieć się, czy nie mamy żadnego zasadnego zobowiązania. Gdyby okazało się, iż firma dysponuje danymi wystarczającymi na ściągnięcie od nas tej należności, ZAWSZE taniej wychodzi dogadanie się i spłatę tego w ustalony sposób. Nie jest nigdzie powiedziane, że taka firma nie może pójść z tym do sądu.


Z komornikiem nie zadzieraj


Miejmy świadomość jednego – z komornikiem się nie wygra. Jeśli został wydany wyrok z nadaną klauzulą wykonalności, jesteśmy ugotowani. Natomiast jeśli dzwoni do nas firma, sprawa jest ciekawsza. Dług może być skierowany do ściągnięcia przed skierowaniem sprawy do sądu i wtedy należy się upewnić, czy aby na pewno nie spotkają nas przykre konsekwencje (o tym napisałem wyżej). Ma to miejsce np. w przypadku uczelni, gdzie nie opłaciliśmy czesnego przerywając naukę. Taka „firma” nie zajmuje się zawodowo ściąganiem należności, ale nie odpuści czterocyfrowej sumy, która jej się należy i na pewno z czasem skieruje sprawę do sądu. Inaczej sprawa wygląda np. w przypadku firm telekomunikacyjnych. Istnieje taki termin jak przedawnienie. Jest to okres przeważnie 3 lat od daty wystawienia ostatniej faktury. Jednak tutaj mała uwaga – na fakt przedawnienia trzeba powołać się na rozprawie sądowej, nie działa to z „urzędu” ani na piśmie. Firmy często wiedzą, że sprzedają przedawnione roszczenia, ale biada nam, jak się do nich przyznamy i przerwiemy bieg tego okresu… Dlatego też nie działajmy pochopnie! W tym miejscu odsyłam do szczegółowych wywodów prawniczych – w praktyce tego typu zobowiązania z uwagi na w/w krótki okres są dość szybko dochodzone – firmy świadczące usługi, w których występują dość częste wyłudzenia, sprawnie sobie z tym radzą – zapewniam :)


E-sądy


Istnieje (niestety) e-sąd w Lublinie, o którym muszę z obowiązku wspomnieć. Niezbyt rzetelnie weryfikuje on kierowane tam pozwy, niejako będąc maszynką do produkcji tytułów wykonawczych. Aktualnie sytuacja ulega poprawie, niemniej w przeszłości „przechodziły” tam roszczenia, które w zwykłej „rejonówce” byłyby z automatu odrzucone. Powodowało to sporo problemów, bo niestety taki dług można było jak najbardziej egzekwować, zaś mało kto składał zażalenia na takie orzeczenia. O tym jednak można poczytać w innych specjalistycznych artykułach – zainteresowanych odsyłam do zgłębienia tego tematu. Nie radzę ignorować tego typu długów, jakkolwiek absurdalne by nie były – bierność w tym przypadku może nas słono kosztować.


Toksyczne długi


Trzecia grupa to tzw. toksyczne długi – stare zobowiązania (niektóre już uregulowane!), w większości przedawnione, które są sprzedawane za ułamek ich wartości innym podmiotom. I tu zaczyna się robić ciekawie. Zasada numer jeden – nie ma adresu, nie ma sprawy w sądzie. Jeśli wiemy, że dług jest niezasadny, został wcześniej spłacony albo po prostu się przedawnił bo np. o nim nie wiedzieliśmy (cały czas działajmy w dobrej wierze!), to


za nic w świecie nie podawajmy adresu zamieszkania i nie odpisujmy na kierowaną do nas zwykłą korespondencję.


Firma bez adresu może sobie jedynie podzwonić i postraszyć, a i to może robić w ograniczonym zakresie. No dobrze, ale co zrobić, jeśli mamy dom stanowiący naszą własność, dług jest np. za usługę dostępu do Internetu sprzed 5 lat, gdzie ktoś zapomniał nam wysłać wezwanie do zapłaty lub chociażby poinformować nas o ewentualnych zaległościach, my zaś w dobrej wierze nie płaciliśmy, uznając sprawę za zamkniętą? Czy zasadnym jest płacenie za niechlujstwo firmy? Myślę, że nie. W tej sytuacji należy uprzejmie powiedzieć, że NIE uznajemy długu, gdyż nie dostaliśmy nic na piśmie, zaś roszczenie się przedawniło – na ew. rozprawie podajemy ten fakt, pokazując ostatnią otrzymaną fakturę. Poof – sprawa umorzona. Jeśli jednak uznamy roszczenie, cóż – termin biegnie od początku i wtedy musimy zapłacić. Co ciekawe, firma może dalej uznawać dług i odmówić świadczenia nam usługi, póki nie uregulujemy spornej kwoty – ma jednak do tego prawo.


Powyższa sytuacja, z życia wzięta, jest jednak czystą kroplą w brudnym morzu oszustw, wyłudzeń czy po prostu działań niezgodnych z prawem. Należy się przed tym bronić. Jakie niebezpieczeństwa na nas czekają? Od nękania głuchymi telefonami (przeważnie rano lub wieczorem), przez otrzymywanie pism, po wizyty „pracowników terenowych”. Tu jedna uwaga – jeśli firma musi się uciekać do tego typu zagrywek, to znaczy, że nie ma wystarczającego materiału, aby iść do sądu. Co nam daje ta wiedza? Ano to, że jeśli nie damy się złamać, a najlepiej w ogóle zignorujemy taką firmę, to nie ma ona żadnych instrumentów, aby z nas „ściągnąć” często niesłuszne roszczenia. Mówiąc otwartym tekstem – jeśli ktoś ma twarde miejsce, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę, poradzi sobie „przeczekując” lub ignorując natrętów, lub też asertywnie i konsekwentnie nie ulegając rozbójnikom J.


Jeśli jednak nie jesteś, drogi Czytelniku, osobą tak odporną psychicznie lub też czujesz się nękany/nękana, przedstawiam garść porad, jak radzić sobie z takimi firmami.


Zakładam oczywiście, że chodzi o długi przedawnione, toksyczne, opłacone, wyssane z palca – słowem, jesteś ofiarą próby wyłudzenia. Po pierwsze – firma windykacyjna ma na celu zmuszenie Cię do zapłacenia z własnej woli. Jeśli mogłaby to zrobić przez sąd, nikt by się nie bawił w pisma czy telefony. Tak więc podstawowa informacja dająca otuchę – są oni w słabszej pozycji i to oni mają problem, nie Ty. Po drugie – rozmowy mają na celu zmęczenie Cię, przestraszenie, wzbudzenie poczucia winy czy też – na zasadzie „będę mieć święty spokój” – spowodowanie, aby zapłacić należną (rzekomo) kwotę. Czemu służą tzw. głuche telefony? Bo Ty oddzwaniasz i pokazujesz, że wzbudza to u Ciebie emocje. To pierwszy krok. Dany nr telefonu można albo zablokować, albo go po prostu nie odbierać. Jeśli jednak już rozmawiasz przez telefon, nie daj się wciągnąć w rozmowę! Wiesz z kim masz przyjemność? Nie! Możesz oczywiście powiedzieć, że nie wyrażasz zgody na rejestrację rozmowy (bez tego nikt nie może z Tobą rozmawiać i czegokolwiek ustalać), ale może to być odnotowane jako niechęć do współpracy. Z kolei żeby rozmowa mogła być kontynuowana, musisz zostać zweryfikowany. I tu jest klucz do tego, jak poradzić sobie nawet z najbardziej nieprzyjemnym windykatorem.


Sposób jest prosty – powiedz przez telefon, że boisz się podać jakiekolwiek twoje dane osobowe w obawie przed oszustwem.


I tyle J. NIGDY nie podawaj żadnych danych osobowych celem weryfikacji, jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości! Uważaj szczególnie, gdy namawia się Ciebie do podania tzw. danych cząstkowych jak np. 3 ostatnie cyfry PESEL itd. To nie wystarcza do tego, aby Cię zidentyfikować w 100%, może być natomiast próbą wyłudzenia danych osobowych lub zwyczajną sztuczką socjotechniczną – pracownik będzie Cię zapewniał, że przecież nie podajesz całych danych, nic nie ryzykujesz – nie daj się nabrać, nie dawaj nawet palca, żeby nie stracić ręki.


Nie daj się wciągnąć w rozmowę, nie dyskutuj – to nie ma sensu.


Ci ludzie są albo bezczelni, albo zawodowo wyszkoleni, aby słabszego rozmówcę okręcić wokół palca, przestraszyć lub też sprowokować do tego, aby powiedziała słowo za dużo. Zdarzyć się może, iż nie ma podstaw dla uznania roszczenia, ale Ty w rozmowie przyznasz że była taka kwota i że faktycznie uznajesz dług – wtedy taka firma może pójść do sądu i to wykorzystać przeciw Tobie. Jednakże w polskim prawie uznaje się za pewnik głównie to, co jest na piśmie, a takowe rozmowy jako ew. uzupełnienie materiału dowodowego. Pamiętaj – firma dzwoni żeby wyciągnąć od Ciebie ten dług. Zrobią wszystko, żeby tego dopiąć, bo z tego żyją. Nie ma znaczenia, czy to jest etyczne, czy nie – czy dług jest zasadny, czy nie. Dlatego też z terrorystami się nie negocjuje – skoro mają takie mocne podstawy, niech wyślą wezwanie do zapłaty albo udokumentują to przekonywująco na piśmie. Nie mogą? Cóż… Więc chyba pozostaje tylko „urabianie” dłużnika…


Zaraz zaraz – ktoś nazwał Cię dłużnikiem?


Może to uczynić tylko sąd, orzekając, że jesteś komuś coś dłużny/dłużna. Windykator nie ma prawa nazwać Cię dłużnikiem jeśli nie ma prawomocnego orzeczenia! Narusza Twoje dobra osobiste! Ale to i tak najmniejszy problem – wachlarz środków stosowanych przez „fachowców” w tej branży jest naprawdę szeroki. Straszenie wpisami w jakieś rejestry? A na jakiej podstawie? A gdzie RODO? Mają zgodę na przetwarzanie naszych danych osobowych? Nie? No to niestety ale to są działania sprzeczne z prawem. Innym sposobem na „dłużników” jest cała gama zabiegów socjotechnicznych – nie należy w ogóle wchodzić z tymi ludźmi w dyskusje, to nie ma sensu! Mogą nas straszyć np. wysłaniem pracownika terenowego – ale co taki człowiek może nam zrobić? W 95% przypadków nikt nie przyjedzie, bo paliwo i czas również kosztują, poza tym musielibyśmy podać adres, a skoro go (przeważnie) nie mają… Z windykatorami (tymi trefnymi oczywiście!) to tak jak ze świadkami Jehowy – nie warto wchodzić w dyskusję. To nie ma sensu. Nikt tu nikogo do niczego nie przekona. Albo grzecznie podziękować, albo „wywinąć się” z rozmowy i unikać kontaktu. Najważniejsze żeby nie zniżyć się do ich poziomu, bo nas zabiją doświadczeniem…


Windykacja należności (zasadna bądź nie) to spory biznes


Nie ma co się oszukiwać, iż zawsze znajdą się ludzie, dla których nie ma nic złego w tej pracy. Oczywiście jest mnóstwo ludzi pracujących w tym zawodzie, którzy ściągają realne długi od realnych dłużników. Długi (te prawdziwe) płacić trzeba. Jak byśmy się czuli, gdyby to nam ktoś nie zapłacił za towar, za usługę, za nasz czas? Czy ktoś Cię kiedyś okradł, drogi Czytelniku? Nie jest to miłe uczucie. Musi więc istnieć poczucie sprawiedliwości i możliwość dochodzenia swoich roszczeń. Od tego jednak jest sąd, nie firmy-krzaki żerujące na ludzkim strachu, nieznajomości przepisów. Pół biedy, gdy dług jest zasadny. Jednakże wyłudzanie fikcyjnych roszczeń jest już wymuszeniem rozbójniczym, a więc przestępstwem, i przed takimi praktykami należy się bronić.


Kilka słów zakończenia


Na zakończenie muszę dodać jedną kwestię – szanujmy osoby, które dochodzą w sposób profesjonalny zasadne należności za realne długi. W Internecie można spotkać wiele głosów, jakoby takie firmy były wszystkie takie same. Głównie pochodzą one od dłużników, uchylających się od płacenia, jak również od osób, które miały wątpliwą przyjemność rozmawiać z firmami, które działały na granicy prawa lub po prostu wymuszały niezasadne należności. Pamiętać należy, iż poza szkodami społecznymi, jakie powoduje niepłacenie zobowiązań, jest to czyjaś realna strata – nasze postępowanie może wywołać reakcję łańcuchową, także nie bądźmy cwaniakami, którzy myślą, że jak nie zapłacą należnych długów, to są cwańsi od „frajerów”. Z drugiej zaś strony kierujmy się zdrowym rozsądkiem i sumieniem i – przede wszystkim – nie dajmy się oszukać.


Potrzebujesz pism procesowych? [KLIKNIJ]

6 wyświetlenia

Serwis Skribado.pl gwarantuje każdemu Klientowi pełną oraz całkowitą anonimowość i dyskrecję, jednak materiały edukacyjne mojego autorstwa mogą być wykorzystane wyłącznie w sposób nie naruszający przepisów Prawa Autorskiego oraz Art.272 KK. Moja praca ma na celu przyspieszenie procesu nauki i jest całkowicie zgodna z polskim prawem. Serwis nie ponosi odpowiedzialności za dalsze użytkowanie i sposób ich wykorzystania.

 Copyright © 2020 Skribado.pl - pisanie wzorów prac zaliczeniowych, licencjackich i magisterskich, copywriting

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now